Wydarzenie – Lubelskie Targi Piw Rzemieślniczych część 1

Jako, że obiecałem, iż nie o samych projektach będzie blog – że nie zapomnę o piwie to teraz pora na kilka słów:
Veni, vidi, eumdem, na Lubelskie Targi Piw Rzemieślniczych. Jako, że czynnie działam w grupie Piwny Lublin to dołożyłem wszelkich starań aby ta impreza, którą mieliśmy współtworzyć była tak zacna jak moje ostatnie urodziny – czyli dużo dobrego piwa z dobrymi ludźmi.

Część pierwsza:

Gdy tylko pojawiła się informacja, że Targi Lublin a konkretnie Jakub Kafel planują takie wydarzenie, od razu zabraliśmy się do pracy. Fanpejdże, kontakty, telefony, maile i zapraszanie browarów. Nieocenioną pomocą w zebraniu tak dużej ilości wystawców wykazali się Bartłomiej Czarnomski i Michał Pater (z pubu U FOTOGRAFA). Później było już z górki. Na pierwszy ogień z mojej strony poleciał plakat, zdjęcie w tle wykonał Łukasz Dudkowski (prezes Piwnego Lublina), składem grafiki zająłem się osobiście. Szkło festiwalowe było już formalnością.

Dni leciały nieubłaganie i wystawców przybywało! Serce rosło, że całe przedsięwzięcie się uda. Miejsce dobre a o ludzi się nie martwię bo Lublin jest już z tego znany, że gdzie są jego mieszkańcy zawsze jest wyjątkowy klimat. Tydzień do godziny zero – Piwny Lublin, potrzebuje stoiska…co by tu zrobić? Pierwsza myśl czas jest, chęci są, ale skąd kasę?. Z pomocą przyszła inwencja typu DIY (Do-It-Yourself czyli zrób to sam). Budujemy z tego co było pod ręką. Nie uwierzycie, powstał nawet projekt 3D stoiska, który wcieliliśmy w życie na dzień przed imprezą. Tu należą się podziękowania dla sklepu Piwowar, który użyczył nam piękne firmowe siedziska.

Sobota o 11.00 na stoisku PL wszystko zapięte na ostatni guzik u pozostałych jak zawsze ostatnie poprawki 😉. Wybiła dwunasta i wszystko się zaczęło, halę wypełnił zapach smażonej kiełbasy z frytkami i gwarne rozmowy, których poziom dźwięku rósł z godziny na godzinę osiągając apogeum po 19. Wtedy chyba pierwszy raz zamknięto drzwi hali bo jej pojemność została przekroczona. To nie odstraszyło cierpliwie czekających fanów na zewnątrz i dalej nadciągali. Co w sumie przyniosło jakieś 11 tysięcy odwiedzających targi przez 2 dni. Dla 22ch browarów skończyło się to kompletnie pustymi półkami, jak za czasów głębokiej komuny, co większość wystawców mocno zdziwiło. Zacytuję kolegę z Trzech Kumpli – Browar Lotny “Co Wy w tym Lublinie nie widzieliście butelek ?”. Tak właśnie wyglądała ich sprzedaż na Lubelskich Targach. Mnie na szczęście udało się skosztować większości piw, które sobie zaplanowałem.

Festiwalu nie mogłem rozpocząć inaczej niż od kawowej ambrozji czyli Coffeelicious Special – coffee milk stout z Piwne Podziemie, którą ostatni raz miałem okazję się delektować na otwarciu Jabeerwocky, czyli jakieś sto lat temu. Jak już zagościłem na stoisku Eweliny i Darka (właściciele Piwnego Podziemia), nie mogłem odejść nie kosztując Gold Digga – west coast ipa ze startą skórką grejpfruta. Doskonałe piwo same w sobie a grejpfrut niesamowicie dopełnił smakiem i aromatem cytrusowe amerykańskie chmiele. Bardzo rześkie i pijalne. Na tym samym kranie po czasie pojawiła się wersja Gold Digga z kawą, również interesująca propozycja bo nie mamy za wiele jasnych piw z kawą.

Na lewo od Piwnego stał Browar Widawa / Gospoda pod Czarnym Kurem i za barem ich Wódz Wojtek Frączyk, od którego dostałem Wild Black Kiss – stout leżakowany w beczce po Tennessee whiskey, co tu dużo pisać .. dostałem ale po gębie a w zasadzie w gębie! Bomba tego nie da się opisać, trzeba samemu to przełknąć. Jak już stałem przy Wojtku nie mogłem zapomnieć, żeby nabyć drogą kupna buteleczkę Augustiańskiego pszenicznego, uważam że to jeden z lepszych pszeniczniaków w kraju, jest bardzo poprawnie wykonany, mówiąc potocznie idealnie siedzi w stylu.

Dalej po lewicy miałem Browar Revolta, nie mieli za wile na kranie ale skusiła mnie ich Earl Gray IPA , która miała tego dnia swoją premierę. Bałem się czegoś na wzór Panakeji z Browar Olimp. Na szczęście nie było tak ostro, nawet było za mało tej herbaty. Obok Revolty stała PiwoWarownia z trzema lanymi piwami. Pierwszy raz zetknąłem się ich wyrobami. Dostałem Flower Piwer – rye AIPA, bardzo sympatyczna obsługa zrekompensowała lekką nijakość żytniej ajpy. Trzymam za nich mocno kciuki bo jest potencjał i mam nadzieję, że niedługo dopadnie ich lifting logo 🙂.

Następnym stoiskiem była Brokreacja, tych Panów skrupulatnie omijałem, ale nie z braku sympatii tylko dlatego że doskonale znam ich piwa i bardzo sobie cenię. Mały krok w lewo i doszliśmy bo moich faworytów. Trzech Kumpli – Browar Lotny, nie wiem ile ich piw trzeba wypić, ale cały wieczór widziałem ów kumpli wyłącznie dwóch. Co u nich na kranie, ano samo dobro. Zacząłem od Snu Califii – west coast india pale ale, w obawie, że za chwilę się skończy ponieważ to była kolejna premiera na LTPR. Nastawiłem się na mocne chmielenie i wysokie ibu (specjalnie nie czytałem nic o tym piwie wcześniej), a tu Zonk! bardzo fajna sesyjna ipa jakieś 4% alk. PaniIPAni – wheat IPA znałem z Warszawskiego Festiwalu Piwa, ale jak tu nie sprawdzić czy nic się w nim nie zmieniło przez ten czas. Żałuję, że się napiłem… to piwo sprawiło, że już nic mi dzisiaj nie smakowało 😉 oczywiście żartuję, ale kto pił ten wie o czym piszę. Na deser Piece of Cake – session IPA, fajne ciacho nawet śmiem twierdzić, że fajniejsze od Snu Califii.

Robiąc obrót na pięcie nie mogłem nie zauważyć najogromniejszego stoiska na Targach czyli AleBrowaru. Bartek Napieraj i Michał Saks – Brewmaster przyjechali ze wspaniałym gościem z Norwegii – Jan Halvor Fjeld, który dzięki ich uprzejmości serwował swoje piwa z Bryggerhuset Veholt. Niejaki Typowy Pater, który pracował dziś na barze i „lał z kija” zaprosił mnie na uwaga: Humle Helvette – double IPA od Jana. Matko i Ojcze, kwintesencja podwójnej ipy, nie! to była Octuple IPA! Paraliż jamy ustnej, zaniemówiłem na jakiś czas. Później do mnie dotarło dlaczego to piwo tak się nazywa, bo z odrętwiałym językiem co bym nie powiedział brzmiało jak Humle Helvette..

Kiedy mogłem znowu zamawiać byłem już przy Browar Artezan (stoisko Dziki Wschód Lublin), tam bardzo ładnie uśmiechał się do mnie Brodaty Jeleń i nie mam na myśli nikogo z polewaczy 😉 lecz bohatera pierwszej etykiety dla Browar Deer Bear spod ręki Łukasza Krzywdzińskiego aka Closetmonkey. Fajny projekt, mam nadzieję, że zostaną w konwencji z dominującym jednym kolorem, a postać będzie działała uzupełniająco.

Koniec części pierwszej.

piwny lublin ltpr