Wydarzenie – Lubelskie Targi Piw Rzemieślniczych część 2

Część druga:

Od Browar Artezan żwawym krokiem udałem się do Browar Stu Mostów, pełen nadziei, że dostanę w końcu lanego bo w butelce bardzo mi smakował Salamander Hoppy Violet Potato Lager. Śmieszne, ale bardzo dobre – chmielowy lager na fioletowym ziemniaku.
– Poproszę lage..
– NIE MA, nie ma, już dawno się skończył.
Nadzieja odeszła tak szybko jak skończyły się butelki na LTPR. Smutny poszedłem szukać pełnych kranów.

Na szczęście daleko nie musiałem iść. Za moimi plecami rozpościerał się krajobraz wyjątkowy, tak zwane LSD czyli Lubelski Oddział PSPD… a na nim dzielnie gaworząca z bananami na ustach przesympatyczna brygada piwowarów domowych. Pozdrawiam wszystkich! Jeden z nich a konkretniej Piotrek Czarciołapek, gdy usłyszał historię o braku puree lagera, powiedział – mam coś dla Ciebie. Wręczył mi czarny trunek, myślę sobie o stout, lubię, piję……… (mniej więcej w tym miejscu złapał mnie soczysty kaszel), patrzę na Pepa (taki ma pseudonim) ze świeczkami w oczach – “co? czuć chilli?”. Drugi raz tego samego wieczoru, moja jama ustna zamieniła się w pole testowe piwowarów. Nie jestem chilliheadem, więc moje kubki smakowe powiedziały sayonara i poszły na piwo. Drugi łyk już był łaskawszy, musiało się wszystko poukładać. Teraz czułem, pełnię smaku, złożoność i wytrawność tej mikstury. Bardzo fajne piwo. Pozostaje mi wyłącznie czekać, aż piwa z Browaru Czarciołapek będą produkowane i butelkowane na większą skalę – bo ten chłop to ma do tego smykałkę.

Przyległym stoiskiem do PSPD był Browar Nepomucen. Przywieźli jak dobrze pamiętam 4 piwa, z czego najodpowiedniejszym po chilli wydało mi się… [wtrącę trochę o sobie]. Jakoś od kilku miesięcy po kilkuletnim zachwycie amerykańskimi chmielami z potężnym ibu, zaczęły mi bardziej podchodzić piwa białe. Czyli właśnie z dodatkiem słodów pszenicznych, w których jest dużo interesujących niuansów: ziołowo, pomarańczowo, bananowo, kolędrowych itp. Białe ipy stały się podstawowym celem piwnych poszukiwań, dlatego amerykańska pszenica (American wheat) z Nepomucena musiała zostać posmakowana. Nie zawiodłem się, przyjemna produkcja, choć do mojej faworytki Białej ipy z Browar Artezan było daleko. Wiem, że ciężko te piwa porównywać ale jakieś odniesienie do lubianych smaków trzeba budować.

Za Nepomucenem stał Browar Szałpiw, tam to był prawdziwy szał. Przedziwne urządzenia rodem z laboratorium Doktora z Powrotu do przeszłości. Parowały nad ladą. Wydalały z siebie tajemniczą chmielową mgiełkę, którą można było nabrać w szkło i się nazipać. Ale nie to było tam najważniejsze – bo tego wieczoru wszyscy mieli tam kwaśne miny, poważnie, lecz wyłącznie po pierwszym łyku. Później promienieli zaskoczeniem i szczęściem: jaki to dżemik zajerąbiście truskawkowy pyszny a jakie te wisienki raz kwaśne a raz słodziutkie a śliweczki jak u babci. Fakt ich “kwasy” (kwaśne piwa) miały duże wzięcie co mnie nie dziwi, sam uległem urokowi kilku z nich.

Wciągając kwasa za plecami usłyszałem “ej już leją, już leją”. Pomyślałem Typowy Pater zabrał kij do golfa i komuś z niego leje 😉, ale nic z tych rzeczy. W mig ustawiła się kolejka bo u Browar PINTA odpalili Modern Drinking – premierową west coast IPA. Musiałem tego posłuchać. Swoje odczekałem, mam, dostałem. Muszę Wam napisać, że zrobili kawał dobrej roboty. Nie ma w tym piwie wad, nie ma też fajerwerków, bo wyraźnie nie o to im chodziło. Jest bardzo grzeczne i ułożone, ale w końcu tak powinna smakować WCIPA produkowana na cały kraj. To pewny trunek i nie martwię się o jego przyszłość. Na pewno znowu sięgnę jak pojawi się na półce w sklepie. Pinta miała dużo swoich piw, ale oczywiście najszybciej poszedł Atak Chmielu w butelce 😉.

koniec części drugiej – nie ostatniej.